SPONSORZY
  • krex
  • naftan
  • energo
  • tlo-msz1200-1038x576
  • rs
  • 15628602_1264863410244921_2048086289_o

 

Home Sylwetki wojowników ŻELAZNA DAMA ZAPASÓW – wywiad
ŻELAZNA DAMA ZAPASÓW – wywiad

ŻELAZNA DAMA ZAPASÓW – wywiad

0
0

Denerwują mnie wpisy i opinie krytykantów, dla których zmagania sportowe zakończyły się na poziomie szkoły podstawowej lub średniej skokiem przez kozła, a obecne są znawcami i komentatorami sportowymi z poziomu pstrykania pilotem po kanałach tv w pozycji horyzontalno-kanapowej. Niech przyjdą na matę. Zapraszam.

O kondycji polskich zapasów, zawodowej lidze, programie naprawczym, rozwoju dyscypliny, rozmawiamy z Agatą Mikulską, wiceprezesem Polskiego Związku Zapaśniczego.

Jest Pani jedyną kobietą w zarządzie Polskiego Związku Zapaśniczego i to do tego wiceprezesem. Za co Pani odpowiada w związku?

– Wiceprezes ds. organizacyjnych to szerokie pole działania we współpracy z pozostałymi członkami zarządu, pracownikami biura PZZ, bo żeby podejmować dobre decyzje, to trzeba być otwartym na problemy środowiska. Stawiam na dobre zarządzanie i transparentność działania. Na dostęp środowiska do szerokiej informacji. Bo członkowie PZZ mają do tego prawo. A co do zakresu moich zadań, to wynikają one z regulaminu pracy zarządu, m.in. zajmuję się opracowywaniem i weryfikacją dokumentacji niezbędnej w działalności związku, nadzoruje i uczestniczę w pracach komisji organizacji imprez, komisji organizacyjno-medialnej, komisji ds. współpracy z KLZ oraz komisji odznaczeń i wyróżnień. Wspólnie z kolegami będziemy organizować różne przedsięwzięcia dla naszego środowiska, imprezy, konferencje, itp. Obecnie przygotowujemy jubileusz 95 lecia PZZ. Zobowiązuje mnie do tego uzyskany mandat zaufania w postaci 66 głosów delegatów.

Jak czuje się Pani w tym, męskim gronie?

– Zawsze lepiej mi się pracowało w takim gronie, bo faceci są konkretniejsi, decyzyjni, szybsi w działaniu, kompetentni, choć i tu są wyjątki. Mocno stąpam po ziemi i jestem realistką. Miałam zresztą niezły poligon doświadczalny w postaci moich starszych braci i ich kolegów. W szkole bójek z chłopakami i wzywania rodziców do szkoły też nie brakowało. Mówiąc krótko, „nie dałam sobie w kaszę dmuchać”. I tak jest do dziś. Oczywiście cenię sobie współpracę z wieloma kobietami.

Skąd w Pani życiu zapasy?

– Sporty walki nie były mi obce, trenowałam judo, ale ze względu na kontuzje, nie miałam oszałamiających wyników. W latach 90. Poznań był organizatorem wielu imprez najwyższej rangi. W 1990 roku byłam kierownikiem sekretariatu mistrzostw Europy seniorów w zapasach. Były też kajaki, wiosła, akrobatyka sportowa, hokej na trawie, tenis, pływanie…. Jednak to z zapaśnikami się szybciej i konkretniej dogadałam, bo tu nie było „ą i ę”, a środowisko mnie zaakceptowało, bo już w 1990 roku śp. prezes Zbigniew Ratajczak powierzył mi kierowanie 5 oddziałowym klubem zapaśniczym WLKS Ogrodnik. Ówcześni moi trenerzy są m.in. prezesami ULKS Tęczą Środa Wlkp., UKS Grunwald Plewiska. Od 1990 roku wszystkie imprezy zapaśnicze odbyły się przy moim organizacyjnym udziale – Ziółkowski, Pytlasiński, mistrzostwa świata kobiet w zapasach, EEYOG. Weszłam w struktury klubu „Sobieski”, Wielkopolskiego Związku Zapaśniczego, aż ktoś na mnie postawił i podsunął pomysł pracy w PZZ.

Dlaczego tak mało kobiet zarządza zapasami?

– No cóż… Bądź kobieto na tyle dobra i kompetentna w tym co robisz, miej charakter, żelazne zasady i wytrwałość, doza tolerancji też się przyda, udowodnij, że jesteś tu partnerem do współpracy, zyskaj akceptację dla swoich działań, pracuj ciężko i z pasją dla całego środowiska, zyskaj szacunek i szanuj środowisko, bądź otwarta na problemy, które są sprawami do załatwienia, miej wsparcie i akceptację swojego partnera, męża, dzieci i oczywiście załatw sobie zastępstwo na „oglądanie seriali”, czytanie kolorowych pism i pierdoły przez telefon …Ot, pasja i wybór. Po prostu.

Zapasy na ostatnich Igrzyskach Olimpijskich obroniły się medalem Moniki Michalik. Liczyliśmy jednak na trochę więcej…

– Tak. Mamy medal Moniki Michalik. To jej medal. Ukoronowanie jej ciężkiej metodycznej, krok po kroku, wieloletniej pracy. To także sukces jej trenerów i całego sztabu szkoleniowego . Na igrzyska po londyńskiej przerwie pojechało czterech wolniaków, w tym także dobrze rokujących na przyszłość, bo nie wyobrażam sobie np. Roberta Barana czy Zbyszka Baranowskiego bez medalu w Tokio.

Dużym echem w środowisku odbył się brak klasyków w Rio. Przez lata, to właśnie przedstawiciele tego stylu, byli motorem napędowym polskich zapasów, odnosili największe sukcesy na arenie międzynarodowej.

– Każda porażka jest krokiem do kolejnego sukcesu. Mają kolejną szansę. Wynik będzie wprost proporcjonalny do wkładu pracy i zaangażowania. Cieszmy się, że do Rio pojechało 8 zawodników i zawodniczek, bo do Londynu pojechało tylko 4. Cieszmy się – po raz trzeci z rzędu- z olimpijskiego medalu. Oczywiście zawsze może być lepiej. Sztab szkoleniowy wyciągnie wnioski. Wdrożą zmiany. Postaramy się o najlepsze warunki przygotowań do Tokio. Jest potrzeba zakontraktowania zagranicznych sparringpartnerów, zmiany nastawienia i mentalności. Uwierzenia we własne możliwości. Ale bądźmy konsekwentni i wymagajmy dyscypliny. Od siebie, tu w zarządzie począwszy. Niech nasi zawodnicy pracują w ciszy i skupieniu. Bardzo denerwują mnie wpisy i opinie krytykantów, dla których zmagania sportowe zakończyły się na poziomie szkoły podstawowej lub średniej skokiem przez kozła, a obecne są „znawcami” i „komentatorami sportowymi” z poziomu pstrykania pilotem po kanałach tv w pozycji horyzontalno-kanapowej. Niech przyjdą na matę. Zapraszam.

Zapasy kobiet są bardzo mocne w naszym kraju. Z wszystkich trzech stylów na panie zawsze możemy liczyć. Skąd taka dominacja, a może determinacja pań?

– Myślę, że to pytanie warto skierować do nich. Z pewnością mają charakter. Wyniki naszych pań i tak mogły by być lepsze. Medale mistrzostw Polski seniorek i młodszych grup wiekowych nie mają adekwatnego przełożenia na zawodach międzynarodowych. A dominacja ? Dziewczyny widać są bardziej zdeterminowanie na osiągnięcie celu. Są bardziej zorganizowane. Zresztą świat męskiej dominacji się skończył…jeśli ktoś tego nie zauważył. Czy mają lepsze przygotowanie, trenerów, psychologów, mocniejszą psychikę? Trudno powiedzieć. Ich rówieśnicy z podwórka zasiedli przed telewizorem i komputerem. Wolą żyć i walczyć w wirtualnym świecie gier komputerowych.

W Polskim Związku Zapaśniczym mamy nowe władze. Jakie są priorytety nowego zarządu?

– Właściwie, to są stare władze, bo z początkiem kadencji na 12 osób było tylko dwóch nowych członków – Ryszard Wolny i Józef Tracz. Obecnie do zarządu wszedł Marek Cieślak. Prezes Grzegorz Brudziński był wiceprezesem ds. sędziowskich. Nie zmienia to faktu, że 10 osób jest z poprzedniej kadencji, w tym ja. To jest trudna kadencja, źle rozpoczęta, wymagająca działań naprawczych, które już podjęto. Program wyborczy, odziedziczony po śp. prezesie Grzegorzu Pieronkiewiczu jest dobrym programem, który przy modyfikacji i reagowaniu na bieżące potrzeby związku, zapewni docelowo jego realizację dla dobra zapasów. Najważniejsze to szkolenie, ścieżka do Tokio, zabezpieczenie warunków organizacyjno-szkoleniowo-finansowych dla zawodników i trenerów, system stypendialny i nagród, zwiększenie poziomu rywalizacji i współzawodnictwa sportowego, wymiana międzynarodowa i sparringpartnerzy, zaistnienie w TVP i w mediach na stałe, współpraca ze Spółką Skarbu Państwa w ramach dobrych praktyk sponsoringowych, poszukiwanie dodatkowych źródeł finansowania, promocja zapasów poprzez skoordynowane i konsekwentne działania, współpraca z KLZ, podnoszenie poziomu organizowanych imprez. Wymagania zostały określone. A środowisko ma otrzymywać informacje o końcowych efektach naszych działań. Nie będziemy informować o pomysłach, tylko o ich realizacji i efekcie końcowym. A środowisko zapaśnicze – delegaci – nas wszystkich rozliczą.

Największe problemy polskich zapasów?

– Brak młodych adeptów sztuki zapaśniczej do szkolenia. Brak przebicia w szkołach, gdzie króluje piłka nożna. Mamy za mało trenerów i instruktorów zapasów, aby wejść do tych szkół z ofertą. Za mała siła przebicia. Co z tego, że dziś na trening przychodzi setka dzieci i młodzików? Od juniora systematycznie zmniejsza się liczba zawodników i zawodniczek, tak, że w seniorach podczas imprez rangi Puchar Polski czy mistrzostw Polski, startuje znikoma liczba w porównaniu do oczekiwanej. Sportowcy po drodze się rozchodzą. Brakuje stałych i oczekiwanych dochodów, bo trudno pogodzić szkołę lub pracę z treningami, bo pracodawcy nie obchodzi wyjazd zapaśnika na zawody. Zawodników i zawodniczek mamy za mało. Każdy z nich w grupie od juniora powinien mieć za sobą co najmniej dwa „cienie” , żeby cały czas mieć świadomość nieustającej rywalizacji sportowej. Ilu zawodników startowało w latach 80. czy 90., a ilu teraz ? Spójrzmy na udział w zawodach. W ilu kategoriach wagowych na imprezach międzynarodowych Polacy nie startują? Wycieczek turystycznych nie będzie, ale prawda jest taka, że po prostu nie ma kogo wysłać na ten poziom rywalizacji. I to musi się zdecydowanie zmienić.

Zapasy zaliczane są w Polsce do sportów niszowych…

– Sami się tak w Polsce traktujemy, bo zamiast być partnerem z dobrą ofertą, wynikami sportowymi, promocją, reklamą, mocnymi ludźmi, w dobrym kontakcie interpersonalnym, dobrą wypracowaną umową dla obu stron, poprzez niewiarę we własne możliwości, stajemy się często żebrakami w stosunku do instytucji, sponsorów, i samych siebie. Bo zawsze się mówi , że pieniędzy brak. W klubach szczególnie i każdy myśli jak tu zarobić. Tak, to prawda. Ale takie myślenie trzeba definitywnie zmienić. Nie popieram osób działających w ten sposób, a takie znam. Dość samospełniającego się proroctwa. I to zrobi KLZ, to zrobi PZZ. Przestańmy się czuć gorsi, bo nie jesteśmy. Przyciągajmy pozytywną naszą pracą i energią do zapasów kandydatów na zapaśników, ich rodziców, nauczycieli, kolegów, koleżanki oraz firmy i instytucje publiczne. Twórzmy zespoły ligowe, dajmy szansę zawodnikom i zawodniczkom wykazania się w drużynie. Zawsze lepiej się „kibicuje naszym”. Telewizja i media to potęga. Róbmy wszystko, aby zapasy stały się interesujące. Nie wszyscy chcą oglądać współczesne walki „gladiatorów”, gdzie krew się leje, jak na zawodach MMA. Ale też nie oszukujmy się, nie dorównamy Turcji, Iranowi, USA, byłym krajom związku radzieckiego, gdzie zapasy to sport narodowy.

Jak przyciągnąć dzieci, młodzież do zapasów? Na rynku sportowym jest ogromna konkurencja. Dyscypliny, związki, kluby, toczą prawdziwą „wojnę” o każde dziecko. Jak wyjść z tego zwycięsko?

– Szansą są m.in. programy „Zapasy sportem wszystkich dzieci” czy „Zapasy w każdej szkole” jako propozycja ogólnorozwojowa , przy tym dobra zabawa, spotkania z mistrzami olimpijskimi. Wszyscy organizatorzy zawodów, szczególnie w najmłodszych grupach wiekowych, powinni obowiązkowo przeprowadzać transmisje internetowe. Zawody najmłodszych muszą zaistnieć w przekazie medialnym, tak jak np. w Rosji. Rodzice i nauczyciele za mało wiedzą o korzyściach ogólnorozwojowego treningu. Musimy wejść w specjalistyczne wydawnictwa. Dla najmłodszych, z tego co już wiem, będzie fajna propozycja – ale nie jestem jeszcze upoważniona do upublicznienia tej informacji. Tego jednak będzie bardzo ciekawy projekt. Tego jednak nie zrobi się bez zaangażowanych, z charyzmą trenerów i instruktorów, bez kontaktów optymistycznie nastawionych ludzi ze środowiska, którzy zarażą pasją do zapasów.

W ubiegłym roku ruszyła Krajowa Liga Zapaśnicza. Po raz pierwszy na świecie zawodowa liga była rozgrywana w trzech stylach. Jak podoba się Pani ten projekt?

– Liga zawsze cieszy się ogromną popularnością, bo jak wspomniałam już, że lepiej „kibicuje się naszym”, rywalizacja jest czytelniejsza w odbiorze, oczywiście znane nazwiska w lidze potęgują jej popularność. Krajowa Liga Zapaśnicza jest jak wiatr w żagle dla popularyzacji sportu zapaśniczego. Ale nad tym wiatrem trzeba też zapanować i ustawić żagle we właściwą stronę. Odwrotu być nie może! To jest strzał w „dziesiątkę”. I w co głęboko wierzę , znając determinację i konsekwencję działania wielu osób, w tym pomysłodawcy – prezesa KLZ Damiana Fedorowicza, pójdzie to w dobrym kierunku.

KLZ została zauważona i deceniona w Europie. Na jednym ze spotkań ligowych obecny był Tzeno Tzenov, prezes Europejskiej Federacji. Przy okazji rozmawiano o rozgrywkach międzynarodowych na wzór piłkarskiej Ligi Mistrzów. Jak podoba się Pani ten pomysł?

– Każdy pomysł, który będzie profesjonalnym działaniem na rzecz popularyzacji sportu zapaśniczego, zawodowych rozgrywek ligowych zyskuje moją akceptację. Ale porównywanie do ligi piłkarskiej…..to przesada. Bądźmy realistami. Nie ta liczba , nie to miejsce i nie ten czas. KLZ to inny produkt dla sportowego środowiska. I we właściwy sobie sposób znajdzie miejsce na międzynarodowej arenie sportowej. Sadzę , że nawet w krótkim czasie. Jako własna, dobra marka, której będą nam zazdrościć inne kraje. I to będzie początek nowego….

Najważniejsze jest chyba, to, że zapasy na dobre zagościły w telewizji?

– Owszem, ale nie tylko przez widowisko sportowe z dobrą oprawą. Nam, zapasom jest potrzebne zaistnienie w mediach nie tylko poprzez transmisje zawodów, ale wywiady, komentarze, zaistnienie w różnych programach, nie tylko o sporcie. Nam są potrzebni przyjaciele zapasów, zaprzyjaźnieni dziennikarze, którzy będą z nami na dobre i na złe. Potrzebna jest wytyczona ścieżka medialna budowania wizerunku sportu zapaśniczego. I tu są nam potrzebni specjaliści i osoby o odpowiednich możliwościach działania.

Czy ligowe zmagania przyczyniły się do popularyzacji zapasów?

– Rosną wskaźniki oglądalności na trybunach, kibiców przybywa. Jakie to będzie miało przełożenie na przyrost trenujących zapasy i liczbę kandydatów na sponsorów – czas pokaże.

Polski Związek Zapaśniczy ściśle współpracuje z KLZ. Na czym polega ta współpraca?

– Warunki współpracy zostały ściśle określone w umowie będącej załącznikiem do decyzji ministra sportu z 2014 roku, wyrażającej zgodę na organizację ligi zawodowej w zapasach. Jesteśmy więc naczyniami połączonymi i skazanymi na siebie w obecnym kształcie tej umowy. A współpraca dotyczy obszaru sędziów, reklam, tworzenia terminarza rozgrywek ligowych z udziałem zawodników, którzy mają zgrupowania i zawody. Wszystko musi dobrze współgrać . Jednak to KLZ jest zarządcą i organizatorem ligi zawodowej.

Już prowadzone są przygotowania do nowego sezonu. Więcej drużyn, jeszcze lepsza, ciekawsza formuła. Czy KLZ Pani zdaniem może stać się konkurencyjna dla innych rozgrywek, jak siatkówka czy piłka ręczna?

– Nie możemy się porównywać z siatkówką, koszykówką czy piłką ręczną. Tam jest inny odbiorca. Inny zawodnik. Liga zapaśnicza stawia pierwsze, mocne i profesjonalne kroki na rynku polskim. W końcu za nami dopiero pierwszy sezon. A i tak są już tacy co nam tej ligi zazdroszczą. Fama po Europie się rozchodzi. Bo to inny pomysł i standard. Jednak jestem przekonana, a dowody na to są, co do wzrostu oglądalności, rosnącej popularności drużyn, zainteresowania sponsorów i to konkretnych, bo KLZ to produkt, to marka. A w konsekwencji będziemy mieć więcej zawodników zainteresowanych trenowaniem zapasów. To zwiększy rywalizację , a co za tym idzie poziom szkolenia i wyniki na arenie międzynarodowej.

Agata Mikulska zawodowo i prywatnie

Zawodowo jestem obecnie związana z samorządem wojewódzkim. Społecznie realizuję się w strukturach zarządczych klubu, okręgu od 2002 roku i w PZZ. Działam też w lokalnej społeczności, gdzie jestem wiceprzewodniczącą Rady Nadzorczej SM Zrzeszeni w Poznaniu, oraz członkiem komisji rewizyjnej.

W wolnym czasie lubię pójść na basen, nordic walking, bardzo lubię przebywać w stadninie, bo się wyciszam, spotykam się z przyjaciółmi. Uwielbiam piec serniki i szarlotki, które pochłoną zawsze mój mąż i syn …oraz jego koledzy. Lubię historię starożytną. I poraża mnie, że ludzkość i kolejne cywilizacje nie potrafią wyciągać z historii wniosków, dążąc do samozagłady, tylko w innych okolicznościach i rozwoju technologii. Czasem piszę artykuły dotyczące problematyki sportowej. Robię zdjęcia. Jak czuję, że dotarłam do granicy wytrzymałości organizmu- wyłączam się, oglądam kolejny raz „Przeminęło z wiatrem” i wyjeżdżam nad morze lub do leśniczówki mojej koleżanki ze studiów.