SPONSORZY
  • krex
  • energo
  • tlo-msz1200-1038x576
  1. Home
  2. Filmy
  3. Katarzyna Lubońska „Motylem jestem” ( VIDEO )

Katarzyna Lubońska „Motylem jestem” ( VIDEO )

0
0

Główną walka wieczoru na gali LFN “Five Points” było starcie w formule MMA pomiędzy Katarzyną Lubońską a zawodniczką z Brazylii Nubią Nascimento. Lubońska od niedawna zasiliła szeregi organizacji LFN, będąc na rocznym wypożyczeniu z KSW. Brazylijka została zakontraktowana na tę walkę w zastępstwie innej zawodniczki, która doznała kontuzji. Pierwszą odsłonę starcia dobrze zaczęła Pani Kasia zadając przeciwniczce mocne i celne kopnięcie na głowę. W tej konfrontacji to Polka dysponowała większym zasięgiem, Nascimento natomiast przy bardziej krępej i muskularnej budowie miała przewagę siły. W pierwszych fragmentach Lubońska znacznie lepiej poruszała się na nogach, imponowała przygotowaniem szybkościowym. Przejęła inicjatywę i podejmowała próby ataków. Nawet w klinczu, gdzie mogło wydawać się, że to Brazylijka będzie górą, to Lubońska punktowała kolanami. Mocno też obijała nogę rywalki low-kickami. Walka rozwijała się na korzyść zawodniczki z Piły. Jednak to była walka MMA, trzy rundy po pięć minut. W każdej chwili karta mogła się odwrócić.

Z czasem Brazylijka zaczęła dochodzić do głosu, wyczuła dystans i podjęła próby zadawania ciosów. Jedno z zamaszystych uderzeń dosięgło szczęki Lubońskiej, co wytrąciło ją z rytmu. Nascimento momentalnie postanowiła wykorzystać dogodną sytuację, zaatakowała śmielej zadając rywalce całą serię celnych ciosów na twarz. Z pękniętej wargi Lubońskiej poleciała krew. Pierwszą rundę zakończył żelazny klincz w jakim zwarły się obie wojowniczki. W tej odsłonie prawie cały czas przewaga należała do Polki, jednakże skutecznym atakiem w końcówce Nascimento zdołała nieco zniwelować straty. Atmosfera się podgrzewała. Lubońska była bardzo aktywna, a Nascimento udowodniła, że weszła do klatkoringu by stoczyć twardy pojedynek na pięści.

W kolejnej rundzie to Brazylijka parła do przodu, lecz jej ataki skupiły się praktycznie tylko na próbach zadawania ciosów na twarz. Lubońska walcząca tym razem bardziej z defensywy wykazywała się większą wszechstronnością. Wyprowadzała liczne kopnięcia na różnych płaszczyznach, jak i częste lewe proste. Podejmowała próby obaleń, a w klinczu punktowała celnymi kolanami. Mimo to rezultat walki cały czas oscylował wokół remisu. Nascimento poruszała się bardzo oszczędnie, kumulując energię tylko na wyprowadzanie serii ciosów, które jak już wchodziły to robiły wrażenie na Lubońskiej. Ta natomiast może nie z taką siłą, ale trafiała celniej, zbierając skrupulatnie więcej małych punkcików. W ostatniej odsłonie Katarzyna Lubońska wróciła do tego co wychodziło jej w pierwszej fazie walki, a mianowicie do świetnej pracy nóg. Była zdecydowanie szybsza od swojej oponentki. Przy dość oszczędnych i statycznych ruchach na nogach Brazylijki, Pani Kasia sprawiała wrażenie wręcz motyla, który lekko fruwa sobie wokół, jak w tekście popularnej piosenki “motylem jestem, pofrunę gdzie nie byłam jeszcze”.

Może nie za mocno, ale konsekwentnie punktując skrzydełkami. I jak taki motyl właśnie, ze swymi wielobarwnymi skrzydłami, potrafiła zabłysnąć pełną paletą kolorów różnorodnych technik w stójce. Były kopnięcia, kolana, ciosy proste i sierpowe. Jeżeli chodzi o porównanie umiejętności technicznych to przy Nascimento prezentowała pełną wirtuozerię. Co jednak nie przyćmiło faktu, że pięści Brazylijki były do końca niebezpieczne, i nierzadko wstrząsały tym pięknym lotem Lubońskiej. Pod koniec walki Nascimento zaczęła wywierać mocną presję i przeć do przodu, jednak niewiele z tego wynikało, poza tym, że Polka cofnęła się do defensywy. Ostatecznie, po niejednogłośnej decyzji, sędziowie przyznali zwycięstwo Katarzynie Lubońskiej. Walka była bardzo zacięta i twarda, bliska remisu. To była konfrontacja dwóch różnych stylów, w dość nietypowym jak na MMA pojedynku, który w całości rozegrał się w stójce. W przekroju całego starcia Polka okazała się bardziej wszechstronną zawodniczką o większym potencjale i umiejętnościach technicznych. Styl Brazylijki był zbyt stateczny i jednostajny, choć kilkoma udanymi akcjami i mocnymi ciosami na szczękę pozostawała w walce o zwycięstwo do samego końca. Brawa dla obu Pań!