SPONSORZY
  • krex
  • energo
  • tlo-msz1200-1038x576

 

  1. Home
  2. Sylwetki wojowników
  3. MACIEJ JEWTUSZKO: „NADSZEDŁ TEN CZAS”
MACIEJ JEWTUSZKO: „NADSZEDŁ TEN CZAS”

MACIEJ JEWTUSZKO: „NADSZEDŁ TEN CZAS”

0
0

Maciej „Irokez” Jewtuszko już niedługo wejdzie do klatki po raz ostatni w karierze. Były mistrz KSW zapisał się na stałe w historii tego sportu w Polsce.

Maciej Jewtuszko już jako dziecko uwielbiał sportową rywalizację. Jak sam mówi, starał się nieco boksować we własnym zakresie i chociaż jego rodzice byli przeciwni takim zainteresowaniom, ostatecznie w technikum trafił na matę klubu Berserker’s Team ze Szczecina.

– Zawsze mnie do tego ciągnęło. Najpierw boksowałem z kolegą, ale rodzice byli przeciwni i za bardzo nie chcieli, żebym trenował sporty walki, jednak znajomi zaczęli chodzić na zajęcia z jiu-jitsu. Poszedłem więc na salę sprawdzić jak to wygląda. Tam zostałem poskręcany jak żaba i tak to się rozpoczęło (śmiech). Potem zacząłem oglądać pierwsze gale MMA i wkręciłem się w temat na poważnie.

Wszystko zaczęło się więc od jiu-jitsu, ale główną pasją Macieja były sporty uderzane.

– Zacząłem treningi od jiu-jitsu w Berserker’s Team, następnie dołożyłem do tego muay thai, które ćwiczyłem w klubie u Marcina Parchety, a na koniec dodałem jeszcze przygotowania bokserskie w Skorpionie Szczecin. Zawsze sporty uderzane bardziej mnie przyciągały. I zawsze widać to było w moich walkach, ale oczywiście starć w parterze również nie unikałem.

Maciej wkroczył do zawodowego świata MMA w roku 2005 i szybko przedarł się do czołówki polskich zawodników, pokazując nie tylko efektowny, ale też bardzo skuteczny styl walki. Pierwsze siedem bojów w karierze zakończył przed czasem nokautując lub poddając swoich przeciwników, co zostało zauważone przez jedną z ówcześnie najlepszych organizacji na świecie WEC. Tam Jewtuszko, również przed czasem, pokonał Anthony’ego Njokuani, by następnie trafić pod skrzydła UFC. W największej organizacji na świecie miał okazję zawalczyć jedynie raz i przegrał. Stał się jednak jedynym Polakiem w historii walczącym dla WEC i drugim, który miał możliwość stoczenia boju w UFC. W trakcie występów Macieja w amerykańskim WEC i UFC, zaczęły się też niestety pojawiać problemy ze zdrowiem.

– Wówczas UFC to była zupełnie inna liga. Było mniej gal, mniej zawodników i biła się tam sama czołówka. Nie było łatwo się tam dostać i utrzymać się w ich szeregach. Przed walką w UFC miałem bardzo mocne jednostki treningowe. Sparowałem z zawodnikami dużo cięższymi od siebie, z Michałem Materlą czy z Tomkiem Narkunem, a ja przecież ważyłem wówczas tylko w okolicach 80 kg. Byłem też zawodnikiem, który nigdy nie odpuszczał, nawet na sparingach. Robiłem wszystko na sto procent, a niestety to i mocne cięcie wagi do kolejnych pojedynków, odciskało swoje piętno na moim organizmie. Pojawiły się kontuzje, które niestety w dużej mierze zatrzymały rozwój mojej kariery. Niczego jednak nie żałuję i bardzo dobrze wspominam dawne dzieje.

Po rozstaniu z UFC Maciej trafił pod skrzydła KSW, gdzie wywalczył pas mistrzowski wagi lekkiej. Bijąc się w białym ringu i okrągłej klatce Jewtuszko stoczył siedem pojedynków, z których cztery wygrał. Zdobył trzy bonusy za najlepsze nokauty wieczoru i jeden za najlepszą walkę. Teraz wraca do klatki, aby pożegnać się z fanami i dać jeszcze jeden, ostatni efektowny pojedynek.

– Nadszedł ten czas – przyznaje Maciej Jewtuszko.  – Odwlekaliśmy decyzję z ostatnią walką przez dwa lata. Czas jednak ucieka, muszę to zrobić teraz, bo z każdym kolejnym dniem nie staję się młodszy.

16 marca w Arenie Gorzów Maciej Jewtuszko zmierzy się z Mariusem Žaromskisem.