Przegrana nie zawsze oznacza porażkę, czasem jest tylko niezbędną lekcją w drodze ku wielkości. Na sylwestrowej gali federacji Rizin FF, Hania „Tyson” Gujwan musiała uznać wyższość reprezentantki gospodarzy Reny Kuboty. Starcie zakończyło się w trzeciej rundzie przez KO, po mocnym kopnięciu na wątrobę. Jednak postawa Pani Hani w ringu była godna pochwały. Od pierwszego gongu ostro ruszyła do ataku, zmuszając przeciwniczke do włączenia biegu wstecznego.
Pani Hania wyprowadzała wiele ciosów, całe kombinacje często kończąc low kickiem. Niejedna z prób trafienia dosięgała celu. Mimo, że przeciwniczka była jakby z wyższej kategorii wagowej, sporo wyższa, z większym zasięgiem, dysponując lepszymi warunkami fizycznymi, to w tych pierwszych minutach nie potrafiła znaleźć recepty na ataki Gujwan. Rena Kubota otrząsnęła się dopiero w drugiej rundzie, i jej ciosy oraz kopnięcia dosięgały celu. Podjęła też efektowne próby obaleń, ale Pani Hania potrafiła zaskoczyć udanymi przetoczeniami w parterze. Przystępując do rundy ostatniej werdykt mógł oscylować wokół remisu, więc wiadome było, że to będą decydujące minuty pojedynku. A w trzeciej rundzie Japonka złapał dobry rytm oraz wyczucie dystansu. Zaczęła trafiać licznymi kopnięciami i kolanami na korpus. Te ciosy zaczęły się niestety odkładać i po jednym z takich trafień, Hanna Gujwan zgięła się z bólu w pół. Sędzia natychmiastowo przerwał walkę. Niefortunnie Polka otrzymała silne trafienie na wątrobę co uniemożliwiło jej kontynuowanie walki. Rena Kubota udowodniła swoją klasę, pokazując, że słusznie jest uznawana za czołową twarz japońskiego MMA w wydaniu kobiecym. Pani Hania natomiast zaprezentowała niezwykłe serce do walki. Podejmując to wyzwanie w niespodziewanym momencie, zaburzając cykl przygotowań do walki, odbywając długą podróż na drugi koniec świata, mając w głowie cały ten medialny szum towarzyszący gali, pokazała kawał bardzo dobrego MMA. Mając do czynienia z przeciwniczką dysponującą lepszymi warunkami fizycznymi, potrafiła prowadzić równorzędną rywalizację, zaskakując przeciwniczkę jak i zebraną widownie kilkoma ciekawymi akcjami. Niestety nie zawsze udaje się wyjść z konfrontacji zwycięsko, niemniej Hanna Gujwan przedstawiła się japońskiej widowni z jak najlepszej strony. Pokazała również czym jest Ladies Fight Night, a jest niczym innym jak całym sercem włożonym w wielką wspólną pasję. Pani Haniu dziękujemy za wspaniałą postawe w ringu oraz poza nim.





