Tadeusz Michalik – Fanpage zdobył brązowy medal w zapasach w stylu klasycznym podczas XXXII Letnich Igrzysk Olimpijskich. Zabieg na sercu, zmiana kategorii wagowej na wyższą nie wróżyły niczego dobrego. Michalik jednak nic sobie z tego nie robił. Pojechał do Tokio i wywalczył olimpijski medal. Do tego jako jedyny spośród 16 gladiatorów startujących w jego wadze wygrał dwa olimpijskie pojedynki przez przewagi techniczne, a to już nie lada wyczyn. O jego olimpijskiej przygodzie i najbliższych sportowych (i nie tylko) planach dowiecie się z wywiadu, jakiego udzielił nam nasz brązowy medalista.
Artur Janiak- Jak realnie oceniałeś swoje szanse przed olimpijskim startem?
Tadeusz Michalik -Myślę, że każdy sportowiec ma marzenie o występie na igrzyskach olimpijskich. W moim przypadku po zdobyciu kwalifikacji w 2019 roku spełniło się jedno z moich marzeń. Jednak nie byłbym sobą gdybym nie chciał czegoś więcej. Do tokijskiego startu cały czas, gdzieś z tyłu głowy chodził mi ten medal. No i się udało
A.J. – Nie czułeś się osamotniony w Tokio? W końcu startowałeś jako jedyny polski klasyk?
T.M.- Absolutnie nie. Do Japonii udałem się wraz z trenerem Włodkiem Zawadzkim i moim sparingpartnerem, jednocześnie kolegą klubowym, Gerardem Kurniczakiem, którego słowa z pojedynku z Amerykaninem słyszę do dzisiaj.
A.J. – Coś więcej….?
T.M. – Nic takiego. Po prostu Gerard siedział w narożniku i gdy zaczynało mnie ,,odcinać,, usłyszałem jego słowa: ,,dwie minuty do końca, dawaj do przodu,, Zacisnąłem więc zęby, wrzuciłem wyższy bieg i ograłem Amerykanina. Niby to tylko słowa, a ile mogą zdziałać. Generalnie w Tokio stworzyliśmy z trenerem Włodkiem i Gerardem wspaniałe trio. Wszystko u nas zagrało na 110%
A.J. – Kiedy poznałeś turniejową drabinkę?
T.M. – Nigdy nie patrzę na losowanie. W Tokio trener Zawadzki zapytał, czy chcę wiedzieć z kim zawalczę w pierwszym pojedynku. Odpowiedziałem, że tak. Kto jest dalej, już mnie nie interesowało.
A.J. – Czy po afrykańskim spacerku z Tunezyjczykiem Achourim, którego ograłeś przez przewagę techniczną, obawiałeś się pojedynku z Amerykaninem Hancockiem, który sprawił nie lada niespodziankę eliminując z turnieju Serba Kajaię, z którym przegrałeś mały finał MŚ w Nur Sultanie?
T.M – Z Amerykaninem byłem na wspólnym zgrupowaniu. I to tyle naszej znajomości. W Tokio nie wiedziałem czego się mogę po nim spodziewać. Jednak szanse byłe wyrównane. Nic o sobie nie wiedzieliśmy. A tak na serio, to w walce realizowałem założenia taktyczne i jak widać skutecznie.
A.J – W olimpijskim półfinale zmierzyłeś się z faworytem turnieju, dwukrotnym mistrzem świata- Rosjaninem, Musą Jewłojewem, który w Tokio stanął na najwyższym stopniu olimpijskiego podium. Raz już z nim walczyłeś, a było to w ćwierćfinale światowego czempionatu w Nur Sultanie. Tam szybko przegrałeś. W Tokio było już lepiej. Czy czujesz, że zbliżasz się do mistrza ?
T.M. – Kazachski start był moim pierwszym występem w kategorii 97kg. Tam byłem totalnym nowicjuszem, który wagowo odstawał od całej reszty. Teraz brakuje mi jeszcze kilka kilogramów, ale nabrałem pewności w nowym środowisku. Z Musą walczy mi się dobrze, nawet mi pasuje jego stójka. Myślę, że go w przyszłości jeszcze zaskoczę. W walce półfinałowej popełniłem błąd koncentrując się na obronie przed wynoszeniem, a on zaskoczył mnie wózkiem. Jednak do Paryża mam czas i myślę, że nie raz będę miał okazję do rewanżu.
A.J. – Czy miałeś problemy z zaśnięciem przed swoją życiową walką?
T.M. – Po trzech turniejowych pojedynkach byłem strasznie poobijany i obolały, ale reprezentacyjny fizjolog, Artur Swakoń zrobił cuda z moim ciałem i po jego mistrzowskiej robocie nie miałem już czasu na stres, bo usnąłem jak niemowlę
A.J.- Po zwycięskim pojedynku mówiłeś ,,Jeszcze to do mnie nie dociera,, Jak jest teraz? Dotarło? Przecież to co zrobiłeś z Węgrem Shoke w walce o olimpijski brąz, to był zapaśniczy majstersztyk.
T.M. – Wciąż do mnie nie dociera, że zostałem medalistą olimpijskim. Ale wiem, że przyjdzie taki dzień, w którym zdam sobie sprawę z tego co zrobiłem. Co do samej walki to wiedziałem, że jak złapię Węgra w parterze to już nie odpuszczę. I tak nim zakręciłem, że wygrałem przed czasem.
A.J – W mediach robi się głośno o planach Michalika związanych z przejściem do MMA.
T.M. – To fajnie, że znowu głośno jest o zapaśniku. A tak na serio to moje plany na najbliższe lata związane są tylko i wyłącznie z zapasami.
A.J – Zatem Paryż 2024?
T.M.- Dokładnie tak. Wszystko chcę podporządkować przygotowaniom do startu w kolejnych igrzyskach.
A.J.- Twoje najbliższe plany?
T.M. – Sportowy miesiąc miodowy.
A.J – Brzmi niezwykle ciekawie. Czy zdradzisz rąbka tajemnicy naszym czytelnikom?
T.M – Jasne. Otóż 16 sierpnia pobieramy się z Pauliną i już trzy dni pózniej meldujemy się na sportowym obozie w Zakopanem, który będzie naszym miodowym miesiącem. Prezent ślubny przywiozłem z Tokio, więc jedno mam z głowy. Udajemy się w polskie góry, ponieważ nie mogę sobie teraz pozwolić na rozbrat z matą, bo już w listopadzie czekają mnie Wojskowe Mistrzostwa Świata.
A.J. – Czyli na światowym czempionacie nie powalczysz?
T.M. – Nie będę walczył zarówno na światowych jak i krajowych mistrzostwach. Nie oznacza to jednak że mnie nie będzie na krajowych mistrzostwach. Wybieram się tam w końcu roli widza.
A.J. – Dziękuję bardzo, że znalazłeś dla nas czas. W imieniu całej zapaśniczej rodziny pragnę pogratulować Tobie życiowego sukcesu jaki odniosłeś na tokijskich matach i podziękować za wspaniałe emocje, których nam dostarczyłeś
T.M. -Również dziękuję i chciałbym podziękować tym wszystkim, którzy we mnie wierzyli i mi kibicowali. Wasz doping czułem w Tokio.
PAULINIE I TADKOWI ŻYCZYMY DUŻO SZCZĘŚCIA I MIŁOŚCI NA NOWEJ DRODZE ŻYCIA.
źródło: Polski Związek Zapaśniczy





