Legendarny polski zapaśnik Adam Sandurski może spać spokojnie. Po latach fenomenalny wolniak Stali Rzeszów doczekał się godnego następcy. W jego ślady przebojem zmierza Kamil Kościółek, który już teraz należy do grona najbardziej utalentowanych polskich zapaśników.
Olbrzym z podrzeszowskiego Budziwoja jak taran przedziera się po międzynarodowe sukcesy. Prawdziwy tytan pracy obecnie jest w…zapaśniczym raju. Razem z kolegami z reprezentacji przebywa na zgrupowaniu w Machaczkale. Tam pobiera
nauki u
mistrzów tego gatunku, czyli zapaśników z Dagestanu.
– Oby więcej takich zawodników, jak Kamil. Jego talent odkrył już nieżyjący trener Andrzej Siuta. Zachęcił chłopaka do pracy i ciężkich treningów. Resztę zrobili jego rodzice, którzy do dziś są bardzo zaangażowani w rozwój tego zapaśnika. Wspólnie prowadzą gospodarstwo role blisko Rzeszowa. Chłopak jest świetnie wychowany. Pomaga rodzicom w rolnictwie. Jest na tyle silny i zahartowany, że pomaga w domu i jeszcze sporo sił traci na treningach. Kamil ma w sobie ogromną moc i może zajść bardzo
daleko – mówi członek zarządu klubu, Krzysztof Nowak.
Kamil dysponuje znakomitymi warunkami fizycznymi. Rzeźba jego ciała jest wręcz stworzona do zapasów. Zdrowe odżywianie, oparte na naturalnych składnikach i wspaniałe prowadzenie przez rodziców sprawia, że tego zawodnika omijają kontuzje. Dzięki temu brązowy medalista mistrzostw Europy do lat 23 jest silny jak tur. Od razu nasuwa się tutaj podobieństwo do legendarnego Adama Sandurskiego. Z tym, że brązowy medalista olimpijski z Moskwy (1980) był jeszcze wyższy (214 cm) i trochę cięższy. Jednak
w przypadku Kościółka czas gra na jego korzyść.
– Dysponuje kapitalną genetyką. Dzięki temu imponuje silnym układem kostnym i dobrze umięśnionym ciałem. Ale to wynik bardzo dobrej opieki rodziców i zdrowej, opartej na naturalnych składnikach diety – dodaje Nowak.
Śladami Kamila zmierza zresztą jego młodszy brat Tomasz. Co prawda jest lżejszy od Kamila, ale również imponuje kapitalnymi warunkami fizycznymi. Obaj postawili na sport i chyba nie było treningu, w którym bracia Kościółkowie by nie uczestniczyli. Trener Sebastian Maczuga mając taki materiał do treningu może tylko z zadowoleniem zacierać ręce. Oby więcej takich sportowców.
– Bardzo pomaga nam też prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, który wspiera sport i nie zapomina o zapasach. Wielkie podziękowania należą się także prezesowi Polskiego Związku Zapaśniczego Andrzejowi Supronowi, który ufundował naszemu medaliście stypendium. Zresztą jak pierwszy raz zobaczył Kamila, to od razu stwierdził, że taki talent nie może się zmarnować – wspomina Krzysztof Nowak, który jeszcze do niedawna był prezesem sekcji zapasów Stali, ale przekazał już stery swojemu następcy, Maciejowi
Frącowi.
– Mamy w klubie jeszcze kilku bardzo utalentowanych wolniaków. Przede wszystkim mistrza Polski kadetów, Daniela Budykę i wracającego po kontuzji Łukasza Grzybowskiego. Wiele dobrego oczekujemy też od Jakuba Mendrali. Z kolei Mateusz Nowak po chorobie dopiero wraca do zdrowia. Trzymamy za niego kciuki. Zatem zapasy w Stali mają się dobrze. Znowu chcemy powalczyć o Drużynowe Młodzieżowe Mistrzostwa Polski. Skład mamy bowiem bardzo silny i pewnie znów o złoto powalczymy z naszym odwiecznym
rywalem Mazowszem Teresin – kończy Krzysztof Nowak.





